Jak aplikacja sportowa doprowadziła nas do dłużnika

Jak aplikacja sportowa doprowadziła nas do dłużnika? 

Do naszej agencji zgłosił się klient z zagranicy z pozornie prostym problemem. Miał do odzyskania znaczną kwotę pieniędzy od osoby prowadzącej działalność gospodarczą w Polsce. Początkowo kontakt przebiegał bez zakłóceń – dłużnik przyznawał się do zobowiązania, obiecywał spłatę i przedstawiał kolejne terminy. Z czasem jednak przestał odbierać telefony i nie odpowiadał na wiadomości.  

Z perspektywy wierzyciela sprawa wyglądała jak typowe unikanie kontaktu, ale nas interesowało coś innego – czy rzeczywiście się ukrywa, czy może jego sytuacja życiowa uległa zmianie. Naszym zadaniem było ustalenie miejsca pobytu tej osoby, aby klient mógł podjąć dalsze kroki prawne i odzyskać należność. 

Pierwsze kroki i analiza danych 

Na początku dysponowaliśmy jedynie podstawowym zestawem informacji: nazwiskiem, numerem telefonu, danymi kilku niewielkich spółek oraz dokumentami rejestrowymi.  

Szybko ustaliliśmy, że adresy podane w dokumentach to adresy korespondencyjne biur, a nie prywatne miejsca zamieszkania, więc klasyczne sprawdzenie rejestrów nie wystarczyło. 

Zaczęliśmy więc łączyć dane z różnych źródeł – rejestrów publicznych, otwartych baz danych, mediów społecznościowych oraz narzędzi analityki OSINT (Open Source Intelligence). Celem było zbudowanie możliwie pełnego profilu aktywności dłużnika w sieci – wszędzie tam, gdzie mógł pozostawić choćby drobny cyfrowy ślad. 

Jednym z kluczowych punktów wyjścia był numer telefonu. To dane często niedoceniane, a w praktyce bardzo użyteczne – pozwalają ustalić, na jakich portalach i w jakich aplikacjach został on kiedykolwiek zarejestrowany. W naszym przypadku przyniosło to ciekawy trop. 

Publiczne profile i ukryte trasy 

Okazało się, że poszukiwana osoba korzystała z kilku popularnych aplikacji sportowych, które rejestrują trasy biegów, jazdy na rowerze czy spacerów, a następnie umożliwiają dzielenie się nimi ze społecznością. Co ważne – profile były publiczne. 

Użytkownik udostępniał swoje wyniki, mapy tras, czasy, a także zdjęcia z treningów. Wydawałoby się, że to niewinne hobby, jednak w praktyce tego rodzaju dane potrafią powiedzieć bardzo wiele o nawykach i miejscach przebywania. 

Aplikacje co prawda domyślnie ukrywały miejsca startu i mety tras, aby chronić prywatność użytkowników, ale analiza historii aktywności ujawniła powtarzalne schematy. W połączeniu z metadanymi zdjęć i publicznymi komentarzami innych użytkowników mogliśmy określić przybliżony obszar, w którym dłużnik prawdopodobnie mieszkał. 

To był moment, w którym analiza OSINT przeszła w działania operacyjne. 

Z danych do działań terenowych 

Na podstawie uzyskanych informacji wytypowaliśmy najbardziej prawdopodobną lokalizację i zaplanowaliśmy obserwację. Detektyw terenowy przygotował się do działania – ubrał się sportowo, dopasowując do otoczenia i pojawił się na trasie o godzinach, w których dłużnik zwykle trenował. 

Zgodnie z przewidywaniami, poszukiwany pojawił się na bieżni o stałej porze. Biegł z założonymi słuchawkami, całkowicie skupiony na treningu, nie zwracając uwagi na otoczenie. Detektyw dyskretnie obserwował, jak mężczyzna kończy trasę i kieruje się do pobliskiego bloku. 

Po kilku minutach w jednym z okien zapaliło się światło – to był kluczowy moment. Dla potwierdzenia obserwację powtórzono następnego dnia, z identycznym wynikiem. W ten sposób udało się precyzyjnie określić miejsce zamieszkania poszukiwanej osoby. 

Wyniki i wnioski 

Zebrane informacje zostały przekazane klientowi wraz z pełną dokumentacją analityczną i fotograficzną. Dzięki temu mógł skutecznie podjąć działania prawne i zakończyć sprawę. 

Cała operacja pokazała, jak ogromne znaczenie w pracy detektywistycznej ma łączenie analizy cyfrowej z klasycznym działaniem terenowym. Dane z pozoru błahe – jak publiczne trasy z aplikacji sportowych – mogą dostarczyć bardzo konkretnych wskazówek, jeśli połączy się je z innymi źródłami i potraktuje analitycznie. 

To także przypomnienie, że cyfrowe ślady zostają w sieci na długo. Wielu użytkowników nie zdaje sobie sprawy, że publiczne profile, zdjęcia czy mapy aktywności mogą ujawniać nie tylko pasje, ale i codzienne nawyki, miejsca przebywania czy godziny powrotów do domu. 

Podsumowanie 

Ten przypadek był doskonałym przykładem synergii między analizą OSINT, danymi z aplikacji publicznych i pracą w terenie. Pokazał też, że w świecie, w którym każdy z nas codziennie generuje dziesiątki cyfrowych śladów, granica między światem online a offline praktycznie przestała istnieć. 

Cierpliwość, skrupulatność i umiejętność czytania danych między wierszami okazały się kluczem do sukcesu. Czasem to właśnie drobne, pozornie nieistotne informacje tworzą pełny obraz sytuacji – wystarczy tylko wiedzieć, jak je połączyć. 

Autor: Piotr Dobosz

Zapoznaj się z innymi artykułami na naszym blogu:

Przewijanie do góry