Formalnie procedura wygląda tak samo wszędzie. W praktyce due diligence w Europie Zachodniej i na Bałkanach daje zupełnie inny poziom pewności – bo różni się dostęp do danych, ich jakość i to, ile informacji trzeba znaleźć samodzielnie, zanim powstanie pełny obraz kontrahenta.
Ta sama procedura, różny poziom informacji
Na papierze due diligence wygląda tak samo w każdym kraju: obejmuje m.in. sprawdzenie struktury właścicielskiej, historii podmiotu i postępowań, w które był zaangażowany, jego kondycji finansowej, obecności w mediach oraz ekspozycji na ryzyko sankcyjne, przy czym żaden z tych elementów nie jest ważniejszy od pozostałych. Różnice między krajami nie rozkładają się jednak równo na wszystkie te obszary. Szczególnie wrażliwym punktem bywają rejestry publiczne, rozumiane szeroko jako rejestry podmiotów, beneficjentów rzeczywistych, sądowe czy finansowe. To zwykle pierwsze źródła, z których korzysta się w analizie, a dostęp do nich, jego zakres, koszt potrafi się mocno różnić między krajami.
Jeden element tej układanki, dostęp do rejestrów publicznych, bywa bardziej ograniczony niż w przypadku pozostałych źródeł. Nie chodzi o podział na Zachód i resztę, lecz o stopień otwartości tych rejestrów, który różni się nawet w obrębie jednego regionu.
Europa Zachodnia – dane dostępne, ale nie zawsze pełne
Kraje Europy Zachodniej od lat rozbudowują infrastrukturę informacyjną, dodatkowo wzmacnianą unijnymi regulacjami AML. Rejestry handlowe są w większości zdigitalizowane i na bieżąco aktualizowane, dzięki czemu analiza źródeł publicznych często daje solidny punkt wyjścia do dalszej weryfikacji, bez konieczności natychmiastowego sięgania po źródła lokalne. Ta przewaga bywa jednak mniej oczywista, niż się wydaje. Skomplikowane struktury właścicielskie potrafią skutecznie ukryć rzeczywistych beneficjentów nawet w krajach uznawanych za wzorcowo transparentne. Sama dostępność danych nie oznacza też swobodnego dostępu – część rejestrów jest zastrzeżona dla lokalnych podmiotów lub rezydentów, a przepisy o ochronie danych osobowych dodatkowo zawężają zakres informacji, jakie można legalnie zgromadzić o osobach fizycznych. Na mniejszych rynkach dochodzi do tego ograniczona dostępność wyspecjalizowanych usług wywiadu gospodarczego, co oznacza, że i tu uzupełnienie danych rejestrowych czasem wymaga sięgnięcia po źródła lokalne.
Bałkany – kiedy rejestr to dopiero początek
Region bałkański różni się od rynków zachodnioeuropejskich nie tylko skalą, ale samym mechanizmem działania systemu. Standardy AML wdrażane są tam w różnym tempie i z różną skutecznością, a w wielu krajach dane rejestrowe pochodzą wprost od zgłaszających je spółek – niezależna weryfikacja ze strony organów państwowych bywa ograniczona. Poziom cyfryzacji i dostępności rejestrów różni się też między poszczególnymi krajami regionu, więc rozwiązanie sprawdzone w jednej jurysdykcji bałkańskiej niekoniecznie zadziała w sąsiedniej. W praktyce oznacza to, że rzetelne ustalenie rzeczywistego układu wpływów wymaga wyjścia poza samą analizę dokumentów – sięgnięcia do historii przetargów publicznych, doniesień prasowych i wiedzy osób znających dany rynek od środka. Im mniej informacji krąży w oficjalnym obiegu, tym większego znaczenia nabierają lokalna wiedza, kontakty i doświadczenie.
Co daje zaangażowanie wywiadowni gospodarczej
Różnica między samodzielną weryfikacją a badaniem prowadzonym przez wyspecjalizowaną wywiadownię gospodarczą nie sprowadza się do samej znajomości regionu. Liczą się trzy elementy:
- Sieć lokalnych kontaktów. Nie wszystkie istotne informacje trafiają do rejestrów czy baz publicznych. Czasem dopiero rozmowa z byłym wspólnikiem, prawnikiem, dziennikarzem lub osobą znającą daną branżę pozwala zrozumieć tło sporu, transakcji czy relacji biznesowych. Taka sieć buduje się latami i można ją wykorzystywać przy kolejnych sprawach, zamiast tworzyć od zera przy każdym zleceniu.
- Narzędzia i dostęp do specjalistycznych źródeł danych. Pozwalają dotrzeć do informacji niedostępnych w standardowych źródłach publicznych. Firmie korzystającej z takich narzędzi sporadycznie budowa i utrzymanie własnego zaplecza wypadłaby nieproporcjonalnie kosztownie.
- Doświadczenie analityczne. Na rynkach o bardziej złożonym otoczeniu ma szczególne znaczenie. Analityk znający dany kraj i jego realia dostrzega zależności niewidoczne w samych dokumentach oraz wie, gdzie szukać dalej i które informacje wymagają dodatkowej weryfikacji. To właśnie znajomość lokalnego kontekstu pozwala przełożyć zebrane dane na rzeczywistą ocenę ryzyka.
Najczęściej zadawane pytania
Czym różni się due diligence w Europie Zachodniej i na Bałkanach?
Przede wszystkim dostępnością i jakością danych źródłowych. W Europie Zachodniej rejestry są zwykle zdigitalizowane i regularnie aktualizowane, choć nie zawsze ujawniają rzeczywistych beneficjentów. Na Bałkanach dane rejestrowe bywają samodzielnie zgłaszane przez spółki i słabiej weryfikowane, co wymaga sięgania po dodatkowe źródła.
Czy w krajach transparentnych due diligence można ograniczyć do rejestrów publicznych?
Nie, rejestr jest tylko jednym z elementów badania, a nie jego substytutem. Pełna ocena wymaga zestawienia danych z rejestru z innymi źródłami. Sam rejestr nie ujawnia bowiem wszystkich powiązań między podmiotami ani szerszego kontekstu ich działalności.
Dlaczego warto zlecić due diligence wywiadowni gospodarczej, a nie robić go samodzielnie?
Bo wywiadownia gospodarcza dysponuje siecią lokalnych kontaktów budowaną latami, dostępem do specjalistycznych źródeł danych oraz doświadczeniem analitycznym pozwalającym dostrzec zależności niewidoczne w samych dokumentach – elementami, których zbudowanie od zera przy pojedynczym zleceniu byłoby nieproporcjonalnie kosztowne.
Autor: Nikola Trzcińska Junior Analyst




